14 kwietnia 2011

Zły regulamin w sklepie może słono kosztować

Regulamin w sklepie internetowym to nie dla wszystkich podstawa działania. Dla niektórych jest to coś, co trzeba mieć, ponieważ umieściliśmy w Państwa projekcie taki przycisk. Niestarannie napisany regulamin to nie tylko wstyd. W przypadku gdy zostały zawarte klauzule niedozwolone, może to również oznaczać pozew ze strony jednej z organizacji żerujących na słabej znajomości prawa i pozywającej masowo sklepy internetowe. Sugerujemy Państwu przyjrzenie się ponownie swoim regulaminom i przejrzenie ich pod kątem niedozwolonych zapisów. Pozwoli to uniknąć kontaktów z tą i podobnymi organizacjami.

Prywatne stowarzyszenia walczące "w obronie konsumentów" wynajdują niedozwolone zapisy w umowach sklepów, tłumaczy, biur podróży. Pozywają je do sądu. Ugoda kosztuje 360 zł plus VAT

Spis pani Bożeny zawiera błędy i klauzule, których w umowach stosować nie można. Potwierdził to prawnik, którego wynajęła. Trzy felerne punkty poprawiła od razu i wysłała do sądu. Chodziło m.in. o za krótki, siedmiodniowy, termin na wnoszenie reklamacji czy zbyt wysokie kary za wycofanie się z wycieczki.

Gdy czekała na rozprawy, przyszedł e-mail z konta na bezpłatnym G-mail.: "Stosowany przez Panią w obrocie z konsumentami wzorzec umowny po dokonaniu zmian w dalszym ciągu jest wadliwy (...) uprzejmie prosimy o niezwłoczne (nie później niż w terminie 3 dni) przedstawienie nam wzorca zgodnego z prawem". Podpisano: Zespół OSNROPK.

Zespół zakwestionował 13 kolejnych punktów. Może pomóc w ich naprawieniu. Na prośbę pani Bożeny polecił nawet kancelarię prawną.

Może również wnieść 13 pozwów do sądu. Jeśli pani Bożena przegra, zapłaci ponad 25 tys. zł.

Ale może też wycofać trzy już wniesione. Warunek? Zmiana warunków uczestnictwa. I zwrot kosztów. Ile? 360 zł + VAT za każdy już wniesiony pozew, czyli ponad tysiąc.

- Ale kto to jest w ogóle to stowarzyszenie? Mają panowie jakiś namiar? - pyta pan Paweł z Wałbrzycha, który obok pracy na etacie prowadzi niewielką firmę dostarczającą internet.

Mimo że sąd skazał go już dwukrotnie na wniosek OSNROPK, do dziś nie wie nic na temat stowarzyszenia. - Nie mają strony internetowej, numeru telefonu, w sieci nie ma o nich żadnych informacji. Chciałbym się z nimi skontaktować i zapytać, dlaczego w ogóle mnie pozwali.

Dowiedział się o tym, dopiero gdy dostał pocztą wyrok. - Powiem szczerze, pewnie przychodziły jakieś pisma, ale nie zwracałem na nie uwagi. Zarobiony byłem - rozkłada ręce. Teraz ściga go komornik.

Pan Paweł i pani Bożena należą do setek przedsiębiorców pozwanych przez stowarzyszenie. W sumie w ubiegłym roku wytoczyło przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie 714 spraw (na 3909, które wpłynęły do sądu). Pozywa sklepy internetowe, biura podróży, agencje nieruchomości, prywatne przedszkola.

Ryzykuje niewiele. Składając pozew, nie płaci się nic. Koszty sądowe 600 zł pokrywa strona, która przegra. Przegrany płaci też za publikację wyroku w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, przeciętnie 1,2-1,3 tys. zł. Plus... 360 zł dla stowarzyszenia na zwrot kosztów uczestnictwa w procesie.

OSNROPK nie jest jedyną organizacją tego typu. Pan Krzysztof z Wrocławia razem z żoną sprzedawał przez Allegro biżuterię. Jest inżynierem, nie zna się na prawie, więc regulamin sklepu zwyczajnie skopiował z internetu. Kilka miesięcy temu dostał trzy polecone z sądu z pozwami od Towarzystwa Lexus. Później przyszedł e-mail z propozycją ugody. Jeśli zapłaci tysiąc złotych i poprawi regulamin, pozwy będą wycofane.

W ostatnich dwóch latach Lexus wniósł do sądu konsumenckiego kilkaset pozwów, w tym ok. 100 przeciwko biurom tłumaczeń.

Pan Paweł z Wałbrzycha przegrał proces, bo we wzorcu umowy miał sformułowanie: "ewentualne spory strony poddają do rozstrzygnięcia Sądowi Rejonowemu właściwemu dla Dostawcy" (nie powinno być takiego ograniczenia wyboru sądu). Podobny zarzut stowarzyszenie stawia pani Bożenie.

Pan Krzysztof sądzi się z Lexusem, bo w umowie miał paragraf: "firma nie ponosi odpowiedzialności za nieterminową dostawę przesyłki przez pocztę czy kuriera".

- Ich działalność jest nastawiona na zysk, a nie na żadną ochronę konsumentów - denerwuje się pani Bożena.

- Dlaczego były trzy osobne pozwy? Przecież można było wszelkie uwagi opisać w jednym. Ale Lexus wie, że w razie przegranej w sądzie musielibyśmy zapłacić koszty postępowania za każdy pozew osobno. Jeden pozew to 1,6 tys. A trzy to już 5 tys. - denerwuje się pan Krzysztof.

Co na to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? - Taka działalność nie jest zabroniona. W tej chwili jedyna rada dla przedsiębiorców to analiza oferowanych konsumentom umów pod względem zgodności z obowiązującym prawem - twierdzi Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK.

Udało nam się skontaktować z przedstawicielem OSNROPK. Zapytaliśmy, dlaczego to robią. I co sądzą o zarzutach przedsiębiorców, którzy twierdzą, że chcą od nich wyłudzić pieniądze?

Prezes Agnieszka Rychcik odpisała: "Początkowo zwracaliśmy się bezpośrednio do przedsiębiorców o zmianę wzorca i zaniechanie naruszeń prawa, jednakże jako niewielka organizacja zwykle nie byliśmy poważnie traktowani przez przedsiębiorców i zazwyczaj ignorowani".

A pieniądze?

"Stowarzyszenie nie ma żadnych źródeł finansowania, dlatego naszym założeniem było, aby koszty procesów w związku z postępowaniami przed SOKiK pokrywali sami nierzetelni przedsiębiorcy" - pisze pani prezes.

- Nie ma sposobu na obronę - uważa Jacek Świeca z kancelarii Kalwas i Wspólnicy. - Cel wydaje się szczytny, działanie w imieniu konsumentów i dbałość o dobre praktyki przedsiębiorców, ale sposób działania jest wysoce wątpliwy, przede wszystkim etycznie.

Dane pozwanych przedsiębiorców na prośbę zainteresowanych do wiadomości redakcji

Źródło: Gazeta Wyborcza (Gazeta.pl)

Tytuł oryginalny "Płać albo do sądu", autorzy: Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski